poniedziałek, 3 października 2011

Było mi dziś dobrze, pierwszy raz od 3 tygodni. Oczywiście ten stan nie mógł utrzymać się dłużej niż kilka godzin. Musiałeś zadzwonić. Gdy zobaczyłam Twoje imię na wyświetlaczu przeraziłam się, rzuciłam go w poduszki by stłumić donośny dźwięk dzwonka, a sama skuliłam się przy ścianie i czekałam, aż zamilknie. Nie sądziłam, że kiedykolwiek na telefon od Ciebie będę tak reagować, popadam w skrajności. Raz płacze do Ciebie modląc się o telefon, a gdy już zadzwonisz w najgorszym dla mnie (bo już zapominałam...) momencie panikuję i czuję jak wszystkie te nieprzyjemne uczucia wracają.
Robię postępy, czasem odnoszę takie wrażenie. Dziś uśmiechałam się w autobusie wracając z zajęć, słońce świeciło mi prosto w twarz i siłą rzeczy nie mogło być inaczej. Ale w pewnym momencie pomyślałam, że warto tu być nawet bez Ciebie.
Ciekawe czy Ty jadąc w autobusie po Berlinie myślisz sobie to samo o mnie, ciekawe czy w ogóle Twoją głowę zaprzątają myśli z moim udziałem...