niedziela, 2 października 2011

Zasnęłabym, ale nie potrafię. Tyle myśli wokół, tyle słów jeszcze nie padło. Zmęczenie walczy z chęcią przeżywania mocniej i mocniej, choć wcale nie wiem czy to dobrze. Zastanawiam się czy w ogóle istnieje gdzieś moja własna głęboka, ale nieoficjalnie nazwana 'ponad barierami' dnia i nocy,
wieku, płci czy doświadczenia i niesamowita cierpka i bogata w aromaty, jak dobre burgundzkie wino, które teraz popijam moja bratnia dusza.
Chyba zaczynam się oswajać z Twoim brakiem...
Nie wiem dlaczego, ale każde słowo, które kiedyś padło z twoich ust, a przywołuję je teraz w głowie tak bardzo mnie boli i rani. I choć minęło dopiero kilka tygodni i nie pamiętam jaki kolor miały Twoje oczy, czy były szare czy niebieskie, to pamiętam Twoje słowa skierowane do mnie. Nawet te pierwsze. Jesteś urocza. To było takie zwykłe i głupie, ale udało Ci się mnie zawstydzić.
Stałam pod prysznicem oblewając się gorącą wodą przez dobre 40 minut i wciąż było mi zimno. Potem patrzyłam na siebie w lustrze, patrzyłam jak krople wody z moich krótkich blond kosmyków przedostają się na ramiona i wędrują ku piersiom. Patrzyłam tak na siebie i zastanawiałam się co we mnie lubiłeś, za co mnie kochałeś. I czy w ogóle..
Bolesnych padło za dużo słów. Byłem pijany. To koniec. Chyba się z nią przespałem. Nie mogę z Tobą być. Nie wiem jak to się stało, nie pamiętam. Nie mogę Cię teraz kochać. Przepraszam.
Czuję, że byłeś wszystkim co miałam. Zastanawiam się czy ten świat jest bez Ciebie coś wart..
Jestes już w Berlinie. Całą czułość, uwielbienie, wszystko to czym Cię tak bardzo darzyłam zostawiłeś za sobą. Nie chcesz na mnie patrzeć, nie chcesz mnie pamiętać. Ja też chcę zapomnieć, ale wolę łagodniejsze środki. Przeczekanie i ubolewanie, do czasu. Do czasu, gdy pojawi się ktoś kto będzie w stanie Cię zastąpić. Godnie.